Wyzwania transferu technologii i rola spółki celowej uczelni

„Polska straciła grafen”. Zdziwieni? Bynajmniej. Na taką informację większość pokiwa smutno głową, niewielu zaś zbada, na ile takie stwierdzenie jest prawdziwe czy fałszywe i jakie są jego kulisy, w które akurat w tym artykule nie będziemy wnikać. Niezależnie od tego, warto od samego początku dbać o portfolio „uczelnianych” praw własności intelektualnej, aby później nie musieć wyjaśniać niuansów każdego przypadku, lecz skupić się na faktycznej komercjalizacji.

Przede wszystkim warto pamiętać, że nigdzie nie było „kolorowo” od samego początku. Oczywiście, w USA czy w UK transfer technologii ma się dobrze, jednak nie zadziało się to samo, ani za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki - tam również popełniano błędy. Niemniej wyciągnięto z nich wnioski - brak wymiernych sukcesów spowodował, iż uruchomiono mechanizmy, które na bazie stosunkowo prostych zasad i reguł doprowadziły do sukcesu. Zadziałano metodycznie i pragmatycznie, do głosu doszli praktycy (czy są nimi naukowcy, „coachowie” oraz inwestorzy, którzy nigdy nie prowadzili własnej działalności gospodarczej?) łączący oba światy.


Warto o tym pomyśleć również w Polsce. Wydaje się, że dzięki wielu inicjatywom instytucji zarządzających środkami zewnętrznymi (np. MNiSW, NCBiR, FNP), ten kto chciał "liznąć" jak działa transfer i poznać jego podstawowe zasady, z powodzeniem to zrobił. Wiedza ogólna jest więc rozpowszechniona, czas na konkrety. Do nich nie doprowadzi jednak nic innego niż zwykła i rzetelna praca u podstaw.

Poniżej, z perspektywy managera i prawnika, zaproponujemy jak można podchodzić do całego tego procesu, aby był skuteczny. W tym artykule zajmiemy się dwoma podstawowymi kwestiami – kumulowaniem praw oraz jak od strony zarządczej powinna wyglądać pozycja spółki celowej uczelni wyższej i jej relacje z uczelnią, aby cały proces miał szanse powodzenia.

Kumuluj prawa
Szara strefa to zmora jednostek naukowych, a także podmiotów prywatnych. Dlatego też CTT oraz spółki celowe (SC) mają do spełnienia pewnego rodzaju misję – pokazać, że można inaczej. Są już pozytywne przykłady takich działań w wielu ośrodkach w kraju. Założenie podstawowe jest takie, że jednostki odnoszące sukces, dbają właściwie o swoje portfolio IP. Wątku uwłaszczenia naukowców nie będziemy tutaj dotykać, zaś w jego miejsce podamy tylko jeden, jednowyrazowy przykład. Stanford. Polityka kumulacji i skupiania praw na uczelni przynosi efekty, co nie wyklucza uczestnictwa w procesach komercjalizacji samych naukowców. Nakłady na procedury patentowe również przynoszą efekty – własność jest „na Stanfordzie” chroniona nie tylko na terytorium USA, lecz także – w zależności od rodzaju technologii – w wielu innych państwach. Wszystkiego z góry się nie przewidzi, natomiast najgorzej jest przegapić okazję ze względu na chociażby upływ formalnych terminów. Narzędzia prawne powinny co do zasady działać jak brzytwa, jednak tutaj niewłaściwie wykorzystana, może mieć charakter obosieczny...

Pozycja i rola spółki celowej
Zarządzanie prawami przez jeden podmiot ma swoje niezaprzeczalne zalety. Po pierwsze przedsiębiorca/inwestor wie do kogo się udać na rozmowę o potencjalnej komercjalizacji (ciągle niestety trwają próby bezpośredniego „wyciągania” kadry naukowej). To samo dotyczy naukowców z jednostki macierzystej. Spółki z racji na swój rodowód mają dodatkowy handicap – mogą działać znacznie sprawniej niż jakakolwiek dział wewnętrzny uczelni, nie podlegają pod Prawo zamówień publicznych, mają dużą autonomię. Jeśli władze jednostki naukowej zawierzą jej w pełni, mogą tylko na tym wygrać.

Spółka celowa powinna zostać wkomponowana w ekosystem transferu technologii funkcjonujący w danej jednostce, oczywiście z uwzględnieniem faktu, iż jest to osobny byt prawny, ponoszący odpowiedzialność (personalnie – zarząd) za swoje działania. Dobrze, jeżeli zrozumienie tych mechanizmów prowadzi do zogniskowania transferu technologii wokół dwóch jednostek – centrum transferu technologii, które opiekuje się technologiami i naukowcami oraz spółki celowej, która podpisuje umowy sprzedaży praw i licencje (lub inne bardziej wysublimowane formuły prawne) z podmiotami trzecimi. Gdzieś na obrzeżach obu jednostek pojawi się jeszcze naturalnie część wspólna – projekty finansowane ze środków publicznych, gdzie – w zależności od kontekstu – każda z jednostek może odegrać swoją rolę (SC to niestety podmioty duże z racji na przepisy prawa unijnego).

Jeżeli chodzi o samą spółkę celową, to na bazie umowy o zarządzanie prawami własności intelektualnej, która jest zawierana z uczelnią, wchodzą w grę następujące formuły prawne:
1) SC jako licencjobiorca/nabywca praw, który jest uprawniony do ich dalszej sprzedaży/sublicencjonowania;
2) SC jako agent – pośrednik, który jedynie kojarzy popyt z podażą i do pewnego momentu uczestniczy w rozmowach handlowych, aczkolwiek finalne podpisanie umowy następuje pomiędzy uczelnią, a partnerem handlowym;
3) SC jako agent – pełnomocnik, który przynosi na uczelnię podpisaną umowę i jedynie sygnalizuje potrzebę wystawienia faktury.

Te formuły prawne należy jeszcze nasycić treścią. Tylko na tych jednostkach, które w sposób jasny i czytelny wypracowały rozwiązania dla biznesu, możemy mówić o sukcesach w komercjalizacji. Rozwiązań takich jest kilka:
a) decyzja Rektora poparta odpowiednimi regulacjami wewnętrznymi uczelni dot. badań zleconych (wszystkie realizowane przez jedno „miejsce”);
b) ustalenie nowej struktury uczelni pod potrzeby biznesu – np. powołanie prorektora ds. innowacji, który ma plenipotencje do decydowania w zakresie ochrony praw intelektualnych;
c) ustalenie czytelnych stawek wewnętrznych za korzystanie z aparatury badawczej (np. stały procent od najmu, procent od zleceń).

Poza relacjami dotyczącymi reprezentacji w sprawach IP, warto pamiętać, iż co do zasady SC to jednostka odrębna od uczelni – przekłada się to na wszystkie obszary działalności. Należy właściwie spozycjonować proces przetwarzania danych osobowych (osobna polityka, serwer, dostęp do danych) czy współpracę z naukowcami, którzy dla SC stają się zewnętrznymi kontraktorami, z których usług SC korzysta przy świadczeniu.

Reasumując, władze uczelni prędzej czy później będą zmuszone oddać swoim spółkom decyzyjność w zakresie komercjalizacji, bo te mogą ją wdrażać znacznie szybciej i sprawniej niż jakakolwiek jednostka publiczna.
Trwa ładowanie komentarzy...